P O L E C A M Y

r e k l a m a

Recenzja książki: "Antologia Wolsung" tom 1

okładka

Zapraszamy na recenzję książki:

"Antologia Wolsung"

- tom 1

Mierząc się z zupełnie nową tematyką, jesteśmy narażeni na mnóstwo niedogodności. Po pierwsze, możemy trafić w gąszcz niezrozumiałych słów, sformułowań i zwrotów, skąd wydostawać się będziemy długo, mozolnie i niezdarnie. Po drugie, w przypadku gdy zupełnie „nie podejdzie” nam konwencja, z czytelniczego obowiązku będziemy uparcie przerzucać strony, wyglądając końca niczym zbawienia. Powyższe wątpliwości kołatały mi w głowie na długo przed rozpoczęciem czytania recenzowanej teraz pozycji. Bo niby fantastyka, niby grunt ubity i znajomy, ale jednak… Panie i Panowie, przed Państwem Antologia opowiadań ze świata Wolsung.

Natychmiast rzuca się w oczy znakomita oprawa wizualna książki. Wydawnictwo Van der Book, mimo iż dopiero raczkuje na polskim rynku, nie tylko staje na wysokości zadania, ale wręcz wyznacza nową jakość. Bardzo ładna, przykuwająca uwagę okładka, fenomenalne obrazki przed rozpoczęciem każdego opowiadania, odpowiednia czcionka i interlinia, właściwie brak błędów ortograficznych czy literówek. A wszystko to w naprawdę przystępnej cenie trzydziestu pięciu złotych. Panowie odpowiedzialni za wygląd zewnętrzny książki zrobili wszystko co w ich mocy, aby przyciągnąć czytelnika. Jak się ma do tego najważniejszy element - treść?

Opowiadanie i nowela to dwie zdecydowanie najtrudniejsze formy artystyczne. Należy niezwykle sprawnie operować słowem, tam gdzie trzeba wykazywać się zwięzłością, ale jednocześnie nie pomijać ważkich spraw i wyrazić na kilkudziesięciu stronach to, na co inni nieraz potrzebują obszernej powieści. Liczy się także kreatywność i oryginalny koncept, bo przecież nie dokonamy psychologicznej analizy bohaterów, nie wciśniemy dziesięciu zwrotów akcji ani dwóch epickich pojedynków, mając do dyspozycji trzydzieści stron.

Dlatego z dystansem podchodzę do wszelkich zbiorów opowiadań, szczególnie tych monotematycznych, pisanych przez wielu autorów. W „Wolsungu” dodatkowo szansę na pokazanie swoich tekstów światu otrzymali debiutanci… Nie zrozumcie mnie źle - nie mam nic przeciwko początkującym autorom i przecież rozumiem, że jakoś zacząć trzeba - ale doświadczenie uczy, iż pierwsze publikacje rzadko prezentują zadowalający poziom.

Ale ad rem. Wolsung to steampunkowe uniwersum, stworzone na potrzeby systemu RPG przez Artura Ganszyńca. Świat, w którym połączono wysoką, rozwiniętą technologię z typową dla fantastyki magią. Nazywany czasami - bardzo trafnie - „światem magii i pary” odnosi spore sukcesy na arenie międzynarodowej; wydanie w USA, tłumaczenie na język niemiecki oraz liczne nagrody i wyróżnienia tylko ten fakt potwierdzają. Nie ma co dywagować, pomysł wszak jest bardzo ciekawy i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Zaproszonym do współpracy autorom nie pozostało nic innego, jak tylko napisać porządną historię i nie przejmować się niczym więcej.

Niestety, opowiadanie numer jeden potwierdza moje początkowe obawy i daje powody do nieufności. Chociaż autorem jest w miarę rozpoznawalny Krzysztof Piskorski, jego utwór o pechowym Archibaldzie i jego przygodach (wagon pełen niezwykłych stworzeń plus poszukiwania zapomnianego miasta, a wszystko to okraszone nieco trywialnym humorem) to w skali szkolnej najwyżej minus trója. Kwintesencja średniości - prawdopodobnie za dwa tygodnie zapomnę, o czym w ogóle było. Wygląda jak pisane na zamówienie, wstęp, rozwinięcie, zakończenie, nic więcej, żadnej przemyconej głębszej myśli, a rozrywka z tego niewielka. Jedynym plusem jest momentami humor i zachowanie głównego bohatera.

Dalej natykamy się na jeszcze coś gorszego; „Królową Atlantydy” Igora Myszkiewicza. Ciężko w ogóle stwierdzić, cóż to za dziwadło - umieszczone na kilkunastu stronach, co dwa akapity poprzetykane przerywnikami, opowiada o… niczym? Pan Myszkiewicz jest odpowiedzialny za szatę graficzną wewnątrz Antologii, w związku z czym mam gorący apel - proszę zajmować się dalej rysunkami, gdyż to wychodzi fantastycznie. A do słowa pisanego wrócić po dłuższej przerwie.

Zniechęceni? Mam świetną wiadomość - za nami dwa najgorsze opowiadania ze zbioru. Od teraz same przyjemności!


R E K L A M A

Za sprawą Pawła Majki wkraczamy w świat trolla-detektywa, prowadzącego swą ostatnią sprawę; zabójstw w oblężonym obozie, z rytuałami dzikich plemion w tle. Bardzo dobre opowiadanie, potrafi poruszyć czytelnika. Mateusz Bielski udowodni nam, że w runy można zaklinać ludzkie dusze, napędzające potem cuda techniki - swoją drogą, to drugie wykorzystanie motywu pociągu w książce. Michał Studniarek wzniesie nas w przestworza, gdzie odbędzie się nie do końca pozorowana walka pomiędzy asami lotnictwa (świat Wolsungu pełen jest niesamowitych maszyn, które obsługiwać mogą jedynie najlepsi), a za sprawą Karola Woźniczaka poczujemy, jak to jest być ostatnim wykonawcą szalonych rozkazów Nieumarłej Rzeszy.

Może ktoś segregował opowiadania od najgorszego do najlepszego? Taka myśl przeszła mi przez głowę, niemniej odrzuciłem ją na rzecz innej teorii; po słabym wstępie, pomiędzy utwory dobre, powrzucano jeszcze lepsze. Do tych drugich z pewnością mogę zaliczyć „Krąg de Berville`a” Marcina Rusnaka. Motyw detektywistyczny (już po raz drugi, ale podejście zupełnie inne, rozgrywka między artystą i przestępcą w jednym a ścigającym go dżentelmenem, z magiczną mgłą w ważnej roli…) Skojarzenia z Sherlockiem Holmesem i stolicą Wielkiej Brytanii nasuwają się same. Zresztą, wystarczy popatrzeć, gdzie umiejscowiono Lyonesse na mapie uniwersum…

Następna opowieść ma styl krótkiego dziennika z niecodziennej podróży, podczas której dochodzi do tragicznych wydarzeń (autorką jest Anna Wołosiak-Tomaszewska). Wizyta w niebezpiecznym miejscu kończy się źle dla uczestników. Później jeden z bardziej znanych twórców, którzy tworzyli dla tej antologii, Simon Zack, zabierze nas w świat ekscentrycznego barona, który za punkt honoru stawia sobie zwycięstwo w pojedynku z parosmokiem. Tutaj bardzo imponuje konstrukcja głównego barona, lubującego się we wszelkich zawodach; czy to chodzi o zabójstwo bestii, czy też może o licytację na ilość wypitego trunku. Oba utwory, chociaż mocno się od siebie różniące tematycznie, trzymają dobry poziom. A my powoli zbliżamy się już do końca.

Tutaj dwa średniaki - „Tajemnica Trójkąta Hamiltońskiego” Sylwii Finklińskiej nieco nazbyt nachalnie odwołuje się do innego, znanego z naszego świata Trójkąta Bermudzkiego. Właściwie po samym tytule można zorientować się, co będzie tematem, zaś wykonanie także pozostawia wiele do życzenia. Szczególnie dżentelmeńskie zachowania bohaterów podczas tragedii statków wypadają nierealistycznie; no, chyba że to ja już nadmiernie przesiąkłem brudem i pragmatyzmem naszego nienajlepszego ze światów. Natomiast „Głód” Roberta Sosnowskiego rozgrywa się trochę wzdłuż utartych schematów, łatwo odgadnąć (poza jednym szczegółem) jaki finał znajdzie mroczna tajemnica i kto okaże się odpowiedzialnym za zbrodnie. Dostajemy również typową relację mistrz-uczeń, która tylko pogłębia powszechność zastosowanych chwytów.

A teraz - poproszę fanfary - dochodzimy nareszcie do najlepszego opowiadania w całej Antologii. Zaś jego autorem jest człowiek niezbyt obyty z profesjonalnym pisaniem! Nie ma chyba lepszej metody

na zamknięcie jadaczek marudnym recenzentom - czyli także i mi - niźli popełnienie właśnie takiego „Dobrego Zakończenia” jak Zbigniew Szatkowski. Bo któż z nas mógłby wpaść na to, żeby redaktorzy parali się zabijaniem, zaś autorzy wskazywaniem ofiar? I przedstawić to w zabawny, lakoniczny sposób? To właściwie potwierdzenie tez, zawartych na początku artykułu; w opowiadaniu najważniejszą rzeczą jest nieszablonowy pomysł, wobec niego wszystko inne schodzi na dalszy plan. I chociaż „Dobre Zakończenie” liczy niespełna sześć stron, prezentuje się znakomicie; lekkie, celne, dowcipne, urocze. Kapelusze z głów.

Ostatnie „Czarne Jaskółki” to nie tylko bardzo wysoki poziom, ale jednocześnie najdłuższe z opowiadań w całym zbiorze. Porusza historię łowców potworów, którzy dostają zlecenie. W pewnym mieście, konkretnie w kopalniach, zalęgły się bestie, paraliżujące przemysł. Ale czy na pewno znalazły się tam przypadkowo? W pełni wykorzystano możliwości, jakie daje obszerność, wpleciono kilka wątków pobocznych, poruszono ważne kwestie, zmuszając odbiorcę do refleksji. Chociaż mogłoby się wydawać, że polski czytelnik może mieć przesyt twardych, szorstkich, ale w gruncie rzeczy porządnych bohaterów, to kolejny z nich, Wilczarz, wciąż posiada specyficzny urok i potrafi zaintrygować. Z notki autorskiej wyczytamy, że „Czarne Jaskółki” to powrót do pisania i publikowania przez Macieja Guzka. Miejmy nadzieję, iż jeszcze i o tym Panu usłyszmy.

Antologię należy czytać stopniowo, jedno-dwa opowiadania dziennie. Tematyka utworów jest przeważnie różnorodna, aczkolwiek wszystkie dzieją się w tym samym świecie, toteż długie skakanie z miejsca w miejsce może odbiorcę zmęczyć i prowadzić do pomieszania wątków, zdarzeń i bohaterów. A książki czytujemy przede wszystkim dla rozrywki, ale także by dowiedzieć się czegoś nowego i interesującego, prawda? Chaos temu zdecydowanie nie sprzyja.

Zapraszamy na poniższe podsumowanie.

Podsumowanie:

Jak podsumować pierwszą prawdziwą przygodę Wolsunga z literaturą? Poza dwoma felerami na początku, to naprawdę niezła Antologia. Udało się uniknąć sytuacji, w której niezaznajomiony ze światem czytelnik nie miałby właściwie pojęcia, o czym bajdurzą autorzy. To bardzo ważne; znacznie zwiększa grono potencjalnych odbiorców. Polecamy!

Opis Wydawcy:

Daj się porwać w wyjątkowy świat fantasy, do którego zawitała Magiczna Rewolucja Przemysłowa. Niebo pełne jest statków powietrznych, a ulicami mkną samochody napędzane mocą pary. Dystyngowane damy i stylowi dżentelmeni spędzają czas na dyskusjach o nowinkach technomagicznych, życiu towarzyskim i polityce. Postaci rodem z Tolkiena spotykają bohaterów Verne'a, Herkules Poirot jest niziołkiem, a Indiana Jones walczy ze strzygami pragnącymi wskrzesić Nieumarłą Rzeszę. Żelazne smoki sieją postrach, a golemy są powszechnym widokiem zarówno w wojsku, jak i pośród pałacowej służby. Każdy miłośnik fantastyki i steampunku odnajdzie się w barwnym, przebogatym świecie Wolsunga. Topowi polscy pisarze i laureaci konkursu dla debiutantów zapraszają na ucztę wyobraźni - trzynaście opowiadań pełnych niezwykłych przygód, niebezpiecznych wypraw i legendarnych wyczynów!

Oto lista autorów i ich opowiadań, które znajdziecie w środku:
Krzysztof Piskorski „Archibald Compton i zaginione miasto Enli-La”
Igor Myszkiewicz „Królowa Atlantydy”
Paweł Majka „Ostatnia praca Perfoklesa Durronta”
Mateusz Bielski „Colossus”
Michał Studniarek „Jeździec wiwern”
Karol Woźniczak „Przebudzenie”
Marcin Rusnak „Krąg de Berville’a”
Anna Wołosiak-Tomaszewska „Dziennik doktora Augusty”
Simon Zack „Barona Nuchternkopfa tryumf potrójny”
Sylwia Finklińska „Tajemnica Kwadratu Hamiltońskiego”
Hubert Sosnowski „Głód”
Zbigniew Szatkowski „Dobre zakończenie”
Maciej Guzek „Czarne Jaskółki”

 

okładka

"Antologia Wolsung - tom 1"

Nasze recenzje:

recenzja recenzja recenzja recenzja


 

Podsumowanie
Recenzja książki: Antologia Wolsung - tom 1
Plusy Nagroda
  • Paleta polskich autorów
  • Teksty doświadczonych pisarzy i debiutantów
  • Interesujące Uniwersum
  • Różnorodność
  • Ilustracje
  • Niska cena
ocena
Minusy
  • Niektóre opowiadania trzymają słabszy poziom
Ocena

INFO:

Tytuł:

Oryg. tytuł:

Autor:

Data wyd.:

ISBN-13:

Cena:

Wiek:

Antologia Wolsung. Tom 1

nie dotyczy

-

24-04-2015 (Polska)

 

35,00 zł

12+

Wydawca:

Wydanie:

Kraj:

Rok prod.:

Format:

Ilustracje:

Papier:

Liczba str.:

Okładka:

Gatunek:

Van Der Book

I

Polska

brak danych

A5

tak

brak danych

336

miękka/sztywna

steampunk, fantasy, Uniwersum Wolsung

Wstecz